Koza – kominek z tradycją, nowoczesny lub staromodny

Koza – kominek z tradycją, nowoczesny lub staromodny

Pewnego razu zgłosiła się do mnie moja znajoma z prośbą, czy nie przechowałabym w swoim domku gospodarczym kilku szczeniaków. Ona nie mogła, a dla mnie to nie był problem zajrzeć tam i dać im jeść. Potem przygarnęłam jeszcze chorego kotka, który tam miał przetrwać zimę. Gdy usłyszano, że pomagam zwierzętom, zimą opiekowałam się już kilkoma.

Jak kominek koza ratował koty zimą

kozy kominkiKoty nie były dla mnie problemem. Miałam budynek, pusty, niewykorzystany, ale nieogrzewany. Gdy zimą zwierzaki musiały u mnie przetrzymać trudny czas musiałam wymyślić jakieś ogrzewanie. Pierwsza przyszła mi do głowy koza. Najprostsza, najtańsza, nieskomplikowana w obsłudze, komin miałam po starej kozie. Taki kominek kiedyś był w powszechnych użyciu. Tani, bo nie wymaga obudowy, sprawdzał się w domach jak i na budowach. Dziś kozy ustąpiły trochę miejscach zabudowanym kominkom, choć mają ciągle swoich amatorów. Dla zwierząt, które potrzebowały zimą ciepła nie założę centralnego, nie zostawię ich też na pastwę losu przy minus piętnastu stopniach. Poszukałam w gazecie ogłoszeń kozy kominki używane, i w internecie popatrzyłam też na nowe. Oczywiście te, które były z kilka tysięcy widziałam już oczami wyobraźni w swoim domu. Nie sądziłam, że kozy wyglądają teraz tak „elegancko”. Kojarzyły mi się z zupełnie innymi czasami. Całe życie mieszkałam w domu, w którym trzeba było palić, by mieć ciepło, więc i ta koza nie powinna być dla mnie żadnym problemem. I tak też się stało. Gdy wybrałam kominek, nie poskąpiłam. Nie musiałam – nie brakowało mi w życiu pieniędzy – więc czemu miałam odmawiać ciepła zwierzętom?

Koza ratowała koty. Szczególnie tej zimy, gdy temperatury spadały naprawdę nisko. Gdy patrzyłam na ogień, który powoli zajmował drewno, zaczynałam słyszeć pomrukiwania kocurków. Koty uwielbiają ciepło. Po trudnej zimie, wiosną znów stawiały na niezależność…