Pomoc małżeńska w zakupie motoreduktora

Pomoc małżeńska w zakupie motoreduktora

Jak często, my kobiety, chcemy pomóc naszym mężom? Często, chyba nawet zbyt często. Podpierając się własnym doświadczeniom wiem już teraz, że czasem nie ma co się pchać panom do ich garaży. Oni mają tam swój azyl, a my mamy swoje kosmetyczki i fryzjerów. Tam chodzimy sami. Opowiem Wam anegdotę.

Chciałam pomóc mężowi, kupić motoreduktor…

nowy motoreduktor walcowyPoszłam do mojego lubego, do garażu, zaraz po tym jak wołałam go trzeci raz na obiad. Nudziłam się niemiłosiernie, bo z powodu rehabilitacji jeszcze tydzień byłam na zwolnieniu. Jednak kilkadziesiąt dni bez pracy dało mi w kość, więc szukałam każdego pretekstu by coś robić. Mąż był przy samochodzie. Powiedział: „kochanie, jeszcze chwilka, skończę tę przekładnię”, poczekałam zatem, on się wysunął spod samochodu i zapytał która godzina. Odparłam, że trzynasta, a w odpowiedzi usłyszałam: „muszę iść po motoreduktor, przepraszam, nie ruszę bez tego, a jest sobota. Jeśli dziś go nie ruszę, to do wtorku nie wyjadę z garażu”. Zapaliła mi się lampka: „ja Ci go kupię!”. Popatrzył na mnie z wesołą miną. „Kochanie, powiesz mi dokładnie co mam powiedzieć, chłopaki ze sklepu wpakują to do samochodu i jeszcze zdążymy zjeść obiad. Przecież wiem co nieco o mechanice!” Zgodził się. Miałam kupić nowy motoreduktor walcowy. Pojechałam. Wróciłam po półgodzinie. Mąż czekał już na mnie z niecierpliwością. Pokazałam mu co kupiłam. Nie był zadowolony, a ja nie mogłam zrozumieć o co chodzi. W końcu uśmiechnął się i zapytał: „o co poprosiłaś w sklepie?”. Odpowiedziałam: „o nowy motoreduktor geometryczny”.

Pan zapytał czy stożkowy i wtedy mi się przypomniało, że tak! Niedługo potem dowiedziałam się, że istnieją od siebie niezależnie kształty i stożkowy, i walcowy. Na szczęście oboje z mężem mamy dystans do takich spraw. Pojechał po drugi już sam, a ja chętnie na niego poczekałam.