Spadek ciśnienia w zbiorniku ciśnieniowym nurka

Zdarzył się wypadek. Głęboko pod wodą utknął nurek. Jego ciśnienie w butli tlenowej spada do krytycznego poziomu. A on sam stracił już przytomność. Mają niewiele czasu, aby go uratować. Trzeba wysłać ekipę ratunkową, aby wyciągnąć go na powierzchnię. Nie mogą stracić tego człowiek, gdyż po takiej katastrofie odetną im wszystkie dotacje i granty na badania naukowe organizmów z dna oceanu. Decyzja była natychmiastowa. Wysłać batyskaf z dwoma członkami na pokładzie i nowym zbiornikiem ciśnieniowym.

Decyzja o wyciągnięciu zbiornika z wody

zbiornik ciśnieniowy od producenta

Nurka udało się uratować, jednak butla pozostała na dnie. Był to problem, jaki trzeba było rozwiązać, ponieważ bez zbiornika nie dowiedzą się, gdzie leżała przyczyna wypadku tego człowieka. Zdecydowano się na ponowne wysłanie jednej osoby w małej łodzi podwodnej. Zbiornik ciśnieniowy, jak czarną skrzynkę z samolotu zebrano z oceanu i przewieziono do centrum badawczego w celu odnalezienia problemu. Butla była aluminiowa, zrobiona z jednego kawałka metalu, aby zapobiec pękaniu, nie było na niej żadnych śladów zniszczenia ani korozji, gdyż materiał był na nią odporny. Zbadano ją z zewnątrz i od środka, ale nie znaleziono przyczyny. Potem przeniesiono się na zawór podłączony do aparatu oddechowego. I tam był pies pogrzebany. Zawór rozszczelnił się powodując ucieczkę drogocennego gazu wprost do wody, uniemożliwiając pobór go przez nurka. Pytanie jednak było następujące, jak doświadczony badacz podwodny mógł tego nie zauważyć? Pod tym samym kątem zbadano resztę zbiorników ciśnieniowych służących do zejść głębinowych.

Każda z nich miała ten sam problem, musiał to być błąd produkcyjny. Zdecydowano się więc na wymianę każdej butli na zbiornik ciśnieniowy od producenta zrobiony z Kevlaru, który dokładnie obejrzano przed zakupem. Od tamtego czasu w grupie nurków nie zdarzył się żaden wypadek związany z problemami z butlą z mieszanką oddechową.